Follow by Email/Obserwuj przez Email

niedziela, 8 listopada 2009

GULASZ WOŁOWY Z PAPRYKĄ

Do zrobienia gulaszu zainspirował mnie pewien mężczyzna...i to bynajmniej nie mój Ukochany ;)
Wczoraj podczas zakupów przy regale z wołowiną miotał się pewien pan, który z lekkim obłędem w oczach, zaczepił mnie i zapytał: "Które jest na gulasz?, Kazała mi kupić na gulasz a tu nie ma". Rzeczywiście gotowych paczek gulaszowych nie było, więc rozumiem jego rozterki. Ja nie jestem super-znawcą mięsa, ale mam i trzymam w moim kulinarnym segregatorze mapę krówki, doświadczona ugotowaniem kilku wołowych opon, podpowiedziałam mu rozbratel. Z kolei mój Ukochany, który obserował sytuację z pewnej odległości, był bardzo zdziwiony, że mówię coś do obcego faceta, podaję mu paczkę z mięsem a on ją grzecznie pakuje do koszyka ;-O
Stąd dzisiaj gulasz, dzięki za pomysł na obiad! ;)

Mężczyźni wysłani na zakupy są niesamowicie zabawni.
Ci odważni, niepokonani, nieomylni panowie tracą całą pewność siebie w konfrontacji z selerem i porem.
Kiedyś jeden pan zapytał mnie mając w ręku obydwa warzywa, które z nich jest porem, bo "Kazała kupić" ;) Tak, tak to ci sami panowie, którzy nigdy nie pytają o drogę. Wolę sobie nie wyobrażać jaką wyprawą w głąb własnej natury są dla nich zakupy zlecone przez czekającą w domu kobietę.
Swoją drogą to słodkie, że aż tak bardzo chcą nas zadowolić ;) Albo... się nas boją. I dlatego wydzwaniają po pięćdziesiąt razy ze sklepu, żeby się upewnić, czy dokonali dobrego wyboru. Jest to naprawdę urocze i czasami mocno uciążliwe.
W związku z tym apeluję do wszystkich kobiet: Nie róbmy karczemnych awantur swoim mężczyznom, jeśli zamiast musztardy przyniosą chrzan, zamiast pora selera, zamiast wołowiny wieprzowinę.
Musimy wiedzieć, że zakupy dla większości z nich są traumą. Niektórzy nigdy nie nauczą się jaka jest różnica między porem i selerem, brwiami i rzęsami, sukienką i spódnicą, firankami i zasłonkami etc.. ni i my musimy z tym żyć ;)

A oto mój gulasz:
pól kg wołowiny (wspomniany rozbratel)
3 upieczone papryki bez skórki (ja miałam już gotową paprykę, warto ją upiec i trzymać w lodówce zalaną oliwą, bo pałętające się skórki nie są apetyczne)
cebula
natka z pietruszki
oliwa z oliwek
czosnek
sól, pieprz, słodka papryka, ostra papryka
mąka pszenna







Na oliwie z oliwek podsmażamy cebulkę z czosnkiem, gdy się lekko zarumienią przekładamy je do rondelka. Mięso kroimy w kostkę i posypujemy mąką. Następnie podsmażamy je lekko i dodajemy do cebuli. Zalewamy niewielką ilością wody. Dodajemy posiekaną natkę i pokrojoną paprykę (najlepiej różnokolorową). Gotujemy aż mięso będzie się rozpadało (w przypadku wołowiny dosyć długo).
Doprawiamy solą (na końcu), pieprzem, papryką.

Ja podałam z kaszą gryczaną.

2 komentarze:

  1. hahahaha, wyobraziłam sobie każdą z tych scenek i uśmiałam się jak mało kiedy :DDD faktycznie dużo w tym prawdy :D nawet nie chcę wiedzieć co będzie wyczyniał mój luby, gdy wyślę go do sklepu... :D (dodam, że jego "popisowe danie" to mrożona pizza z Biedronki, więc łatwo zgadnąć jakie ma pojęcie o jedzeniu...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi, niezłe. Gulasz też ;) Ja kiedyś w sklepie mięsnym na osiedlu robiłem podobnie, ale z pełną świadomością. Udawałem, że czytam z kartki, prosiłem o jakieś mięso, ale takie żeby żona mnie z domu nie wygoniła - i zawsze dostawałem najładniejsze kawałki z zaplecza. Któregoś razu kiedy byłem w tym sklepie zadzwonił ktoś z kulinarnym pytaniem, a ja nie pomyślałem żeby wyjść na zewnątrz. Panie się przysłuchiwały i potem już nie dostawałem tych najładniejszych kąsków. Szkoda, bo na zapleczu trzymają najładniejsze sztuki.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz! Wszystkiego smacznego! :) Cytryna&Co.

Łączna liczba wyświetleń