Follow by Email

piątek, 19 października 2012

WSPANIAŁA WĘDLINA Z ROSTBEFU - 5 MIN ROBOTY!

Byłam niedawno u swojej "Doktor Chinki", czyli Elżbiety Mroziewicz, ze względu na swoje tarczycowe dolegliwości, które otrzymałam we wspaniałym pakiecie Hashimoto. Byłam u niej juz kiedyś, z 10 lat temu i cudownie czułam się żyjąc zgodnie z jej zaleceniami, od których trochę z lenistwa, trochę z pośpiechu odeszłam. A szkoda, bo być może moje obecne dolegliwości przebiegałyby o wiele łagodniej.
A teraz zalecenia były odrobinę bardziej restrykcyjne, aczkolwiek zupełnie przyjemne pełne nowych wyzwań kulinarnych, których próbkę miałam odstawiając gluten kilka miesięcy temu. Okazuje się, że wyeliminowanie jednego produktu, wcale nie jest ograniczające, poznaje się całe mnóstwo nowych produktów. Dziś zamówiłam sobie np. słód jęczmienny, ryżowy, quinoę, kuzu i kilka innych rzeczy, których pewnie bym nie spróbowała, gdyby nie nowe reguły :)
Wystarczy spojrzeć na bloga Iwonki,  która tworzy wspaniałe cuda dla swojego synka alergika.

Dowiedziałam się też, że przy chorobach autoimmunologicznych nie jest wskazane jedzenie mięsa, tak więc póki co ograniczam się do 1-2 razów w tygodniu a później zobaczymy. 
Mam też w domu dwóch mięsożerców, dla których na szkolne i "pracowe" kanapki często kupowałam w Befsztyku wędzony rostbef. Niestety raz się trafiał zbyt mocno a raz zbyt słabo uwędzony. Ostatnim razem niby był świeży i niby ładnie pachniał a był jakiś taki oślizgły. 
Postanowiłam sprawdzić, czy samej uda mi się zrobić coś podobnego, domowego. Zwłaszcza, że "Chinka" powiedziała, że mam nie jeść żadnych wędlin i produktów przemysłowych. 
Chyba mi się udało, mimo, że w soli, której też mam unikać, zamarynowałam pyszne, seksowne, smaczne mięso. 
Mięso robi się w 5 minut, ale trzeba poczekać dzień lub dwa aż będzie gotowe. Ja czekałam dwa dni, bo po prostu wyjechałam.

Składniki:
Wersja podstawowa:
  • kilogram ładnego rostbefu bez kości (kość zabieram do rosołu)
  • 1/4 szklanki grubej soli morskiej
Wersja rozszerzona +:
  • pimienton pikantny lub papryka pikantna w proszku (jeśli lubicie)
  • pieprz
  • gorczyca
  • chlust oliwy z oliwek
Rostbef czyścimy z błonek. Sól mieszamy z papryką, oliwą i pieprzem. Nacieramy mięso układamy w ceramicznym naczyniu, zasypujemy resztą soli i zakrywamy folia spożywczą lub pokrywką (zależy jakie macie naczynie). Wkładamy na min. 1 dzień do lodówki.
Po wyjęciu opłukałam z soli, bo boczki były mocno słone, ale w środku oprócz słonej obwódki mięso już nie jest słone i ma ładny, ciemno-czerwony kolor. Pokrojone w cienkie plasterki doskonale nadaje się do kanapek, ale też można podać jak carpaccio z parmezanem, oliwą lub dowolnie, jak Wam się podoba :)

3 komentarze:

  1. Brzmi bardzo zachęcająco, na pewno spróbuję jak tylko zakupię ładny kawał mięcha:)

    OdpowiedzUsuń
  2. i to tak na surowo się je? ale fajne... chętnie bym wypróbowała ;-)

    zapraszam do mnie na konkurs

    pozdrawiam Jagienka

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za komentarz! Wszystkiego smacznego! :) Cytryna&Co.

Łączna liczba wyświetleń