Recent Post

niedziela, 15 marca 2026


W tym wpisie są chyba ze 4 przepisy 😹 A zatem:

Po przerwie wróciliśmy na chwilę do naszego ukochanego Wielenia. Na razie tylko na chwilę, ale mam nadzieję, że sprawy tak się ułożą, że wiosną i latem będziemy tu częściej. 🌿


Stęsknieni za naszymi tubylcami dostaliśmy zaproszenie na palenie Śmierciuchy 🔥 I powiem Wam – ja naprawdę kocham te wielkopolskie klimaty. Za to, że ciągle można tu usłyszeć coś nowego. Na przykład czarcie żebro, czyli ostrożeń warzywny – o którym, mimo dyplomu z zielarstwa z SGGW, pierwszy raz usłyszałam właśnie tutaj. Albo purtelamy, na których byliśmy już dwa razy 💃 I za to trzymanie się słowiańskich i innych tradycji.


Na Śmierciusze nigdy wcześniej nie byłam. Wszędzie raczej topiło się Marzannę na koniec zimy. A tu – jak się okazuje – jest i to, i to. Palenie Śmierciuchy to lokalny zwyczaj żegnania zimy: wszystko to, co stare i ciężkie, pali w ognisku 🔥 Taki symboliczny moment – koniec zimy i zaproszenie wiosny 🌱


No ale miało być kulinarnie.


Jak dobry obyczaj nakazuje zapytałam, co przynieść i co będzie. Jak usłyszałam, że między innymi będą ziemniaki z ogniska, to pomyślałam od razu: masło czosnkowe 🧄🧈 Zrobię.


A że mój ADHDowy tok myślowy bywa… kreatywny, to przypomniało mi się, że jakieś pół roku temu widziałam gdzieś, że w airfryerze można konfitować czosnek. Więc myślę: dodam do masła, będzie dobre, bo co może być złego w czosnku i maśle… 😅 A, że mam na wsi airfryera, po wizycie u weta, kupiłam bio czosnek i oliwę w Lidlu w Wolsztynie. No i zrobiłam.

I zasmrodziłam chałupę na maksa 🤦‍♀️


Wietrzyłam chyba ze dwie godziny. Mąż uciekł na godzinny spacer 🚶‍♂️, a Amanda – która od weta dostała krople do oczu – zwiała biedna na górę 🐱 Atmosfera była więc… dość intensywna. Sama płakałam nad tym czochem.


A ponieważ airfryer był już rozgrzany, a z zamrażarki wygrzebałam ciasto francuskie po jakichś gościach, to pomyślałam, że zrobię jeszcze paluszki aglio olio.


(Przepis #1)

Czyli klasyka: oliwa, czosnek (a jakże) 🧄, chilli w płatkach, sól Maldon i pecorino. Posmarowałam połowę ciasta, przykryłam drugą, pokroiłam w paski, skręciłam w ruloniki i wrzuciłam do airfryera. Oczywiście stres, że się spalą, więc nerwowo zmieniałam temperaturę i czas. Finalnie piekły się jakieś 8–10 minut w 190–200 stopniach.

Wyszły świetne.

I przy okazji dosmrodziły dom już kompletnie, więc szybko wyniosłam je do gospodarczego. Ale jeden zeżarłam od razu 😋 Na ciepło – bajka!


(Przepis #2)

Sam czosnek zrobiłam w oliwie extra virgin w 150 stopniach przez jakieś 30–40 minut z gałązką bazylii i rozmarynu 🌿 Jak wystygł, następnego dnia dodałam sól Maldon. Zioła wyjęłam, a to co się obsypało zostawiłam w oliwie. Było tego w sumie około ośmiu główek czosnku, więc część odłożyłam do słoika – będzie na pieczywo, do sałatek albo do grillowanego mięska 🍞🥗🥩 – (Przepis #3)


Patrzę na sześć kostek masła i myślę: nuda będzie, jak wszystko zrobię w jednym smaku. Więc trochę zmieniłam zdanie i zaimprowizowałam.


Z połowy zrobiłam masło z konfitowanym czosnkiem.

(Przepis #4)

Czyli wymieszałam część czosnku z oliwą i masłem (3 kostki), posoliłam i voila! 🧈


Drugą połowę wymieszałam z 3 wyciśniętymi ząbkami świeżego czosnku, gochugaru, chilli w płatkach, pieprzem, solą Maldon i sekretnym składnikiem – czterema łyżkami crispy chilli oil 🌶️

I to był hit wieczoru.


Z ziemniakiem z ogniska – w ogóle kosmos 🥔🔥


Już w domu na kolację zrobiłam pomidora z czosnkiem konfitowanym, pecorino, listkami bazylii, pieprzem i tradycyjnym octem balsamicznym DOP z Modeny 🍅

(Przepis #5)


A jednak 5 🤓


Śmierciucha spłonęła 🔥, idzie nowe, idzie wiosna 🌱, a przy okazji pojawił się nowy przepis(y). I bardzo bym chciała, żeby to lepsze „nowe” przyszło też w innych sprawach – takich trochę trudniejszych, przez które przechodzę ja, moja Rodzina i Przyjaciele.


A takie wieczory przypominają, że czasem naprawdę wystarczy ogień, ludzie i dobry ziemniak – a raczej pyrka 🥔 – z dobrym masłem, żeby poczuć, że po zimie jednak zawsze przychodzi wiosna. ✨










0

sobota, 24 stycznia 2026

 🔥🥔🔥🥔🔥🥔

Drodzy Państwo - to może dobrze nie wygląda i świetnie pasuje do mojej serii #brzydkiealesmaczne 

Jest to natomiast prawdziwe ZŁOTO!  - zwłaszcza w taką pogodę jak nasza polska i wreszcie prawdziwa, biała zima❄️



✨RILDOK nepalska zupa Szerpów✨

To gęsta, sycąca zupa ziemniaczana Szerpów, wywodząca się z regionów Himalajów (Nepal, okolice Everestu). Powstała w warunkach:

dużej wysokości,

chłodu,

ograniczonego dostępu do składników

Nie jest to „zupa z przepisu”, tylko zupa z potrzeby. 

I tak, jak jestem przeciwniczką agresji w jakiejkolwiek formie, a już szczególnie kuriozalne wydają mi się kulinarne awanturki, bo kuchnia powinna łączyć ludzi, budować relacje a dzielenie się posiłkiem - wartościowe związki karmiczne. To w przypadku tej zupy, uważam, że jest tak polska 🇵🇱 w składzie, że pokojowo, lub nie - powinniśmy ją zagarnąć do naszego narodowego jadłospisu 😉 

Bo to prawie rosół z kluskai śląskimi. Choć cytując klasyk:  „prawie- robi różnicę”.

🍲Zupa, którą tutaj prezentuję o wiele ładniej wygląda ze szczypiorkiem lub inną zieleniną i np. crispy chilli oil, ale nie było czasu - musieliśmy jej sprobować zamiast cykać ładne fotki.

Jak żyje dosyć długo, jest to pierwszy raz kiedy jadłam rosół z ziemniakami. 

Jak zrobić to cudo i podniebienną ekstazję? 😎

Najłatwiej i najszybciej po prostu mieć bulion w lodówce - tak jak ja miewam po ugotowaniu wielkiego gara raz na tydzień. Ale można też wykombinować coś na szybko z gotowców (choć pewnie tak dobre nie będzie).

Cały wic polega na tym, że robi się z wyciśniętego czosnku i chilli (u mnie suszone) oraz pieprzu seczuańskiego (u mnie zwykły 🤷🏼‍♀️) pastę i podsmaża się ją na niewielkiej ilości oliwy lub oleju, a następnie zalewa bulionem. I na taki gotujący się bulion wrzuca się kluski. 

Kluski przypominają nasze śląskie, bo skład jest ten sam - ugotowane ziemniaki w mundurkach, obrane i przeciśnięte przez praskę + mąka ziemniaczana.

Jedyną różnicą jest to, że ziemniaki przed dodaniem mąki/skrobi ziemniaczanej dodatkowo blendujemy. Oczywiście Szerpowie w Himalajach nie mieli blenderów na podorędziu, wiec zapewne je w jakiś wysublimowany sposób tłukli, żeby podczas rozbijania skrobii uwolniła się amyloza i masa zrobiła się, cóż.. glutowata. Potem dodajemy mąkę, kluski formujemy za pomocą mokrej ręki i łyżki i wrzucamy do zimnej wody, żeby odsapnęły. Gotujemy je w wyżej wspomnianym bulionie dosłownie kilka minut. A potem już nie ma czasu na zdjecia i zdrowy rozsądek. Smacznego! 

#zupa #zupaszerpy #rildok 

Przepis podpatrzony na TikToku u @stewunia a za jej oznaczeniem u @roslinnabaza 👌🏻✨☺️ Serdecznie Wam dziękuję! 😻

0

środa, 21 stycznia 2026






🍊 Kandyzowane pomarańcze w gorzkiej czekoladzie

Zwykle kupowaliśmy, ale postanowiłam zrobić bardziej slowfoodową i zdrową wersję ze znacznie krótszym składem i lepszymi jakościowo produktami.

I wiecie co? Wyszlo taniej i smaczniej 👌🏻

Robiłam już wersję słodszą, a drugim razem dodałam mniej cukru- i taka mi bardziej smakuje. 

Możecie dodać pół na pół cukier i wodę. 





Składniki

Pomarańcze:

  • 1 kg pomarańczy bio

Syrop:

  • 2 szklanki wody
  • 1 szklanka cukru ok 
  • 1 łyżeczka płatków chili
  • kilka ziaren kardamonu
  • 1 laska cynamonu
  • kilka goździków

Czekolada:

  • 4 tabliczki gorzkiej czekolady Wedel 64%
    Uwaga: tabliczki nie ważą już niestety 100 g, tylko 90 g

Do syropu po kandyzowaniu (nie wylewać):

  • plastry świeżego imbiru
  • sok z 1 cytryny

Przygotowanie

  1. Pomarańcze dokładnie myję, sparzam wrzątkiem i kroję w plastry o grubości ok. 5 mm.
  2. Do garnka wlewam wodę, dodaję cukier i przyprawy.
    Dodaję plastry pomarańczy i gotuję około 45 minut.
  3. Wyjmuję plastry pomarańczy na papier i wstawiam do piekarnika na ok 45 minut, 150 stopni z termoobiegiem. Studzę. 
  4. Rozpuszczam gorzką czekoladę Wedel 64%.
  5. Schłodzone plastry pomarańczy zanurzam w czekoladzie.
  6. Odkładam na papier i ponownie chłodzę do zastygnięcia czekolady.

♻️ Syrop

Syropu nie wylewam.

Dodaję do niego plastry imbiru i sok z 1 cytryny.

Przechowuję w lodówce — nadaje się do dodawania do wody lub zimowych naparów.






0

sobota, 3 stycznia 2026

Robię czasem takie „ciastka ratunkowe” – żeby nie być głodną i wściekłą albo z czystej litości dla bardzo dojrzałych bananów. Nazwa może nie brzmi zachęcająco, ale cóż… dokładnie tak wyglądają.
W tej wersji są bardziej orzechowe, z dodatkiem przyprawy do piernika, która została mi po Świętach. Zdarza się, że robię je inaczej – najczęściej owsiane – w zależności od tego, co akurat mam pod ręką.
Choć nazwa i wygląd nie konkurują z cukierniczą estetyką, to jako przekąska wypadają zdecydowanie lepiej niż sklepowe, perfekcyjnie wyglądające ciastka. Tu nie chodzi o ładność.
To kolejny przepis z cyklu „brzydkie, ale smaczne” – i jeśli nie masz alergii na orzechy, również całkiem sensowny od strony składu.





Krowie placki orzechowe (mi wyszło z tego 13 sztuk solidnych ciach)

Składniki

Przygotowanie
Z masy formować płaskie placki i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w 175–180°C przez 18–22 minuty, aż się zetną i lekko zarumienią. Studzić na kratce.
Orzechy oraz płatki owsiane zmielić (nie na mąkę, masa może być lekko ziarnista). Przełożyć do miski, dodać siemię lniane, kakao, przyprawę do piernika i proszek do pieczenia, wymieszać. W osobnej misce połączyć banana, jajka, masło orzechowe, erytrytol i deser sojowy. Mokre składniki dodać do suchych, wsypać śliwki, dokładnie wymieszać.


0

🍰 Pieczony skyrnik waniliowy

To udany eksperyment 😎 
Chodziły za mną leniwe, ale chciałam, żeby były beznabiałowe i najlepiej niskocukrowe. I jeszcze, żeby były smaczne. Wiem, kulinarna utopia.
Zabrałam się do roboty i wyszła mi rzadka masa. Bez mąki lub innego zagęszczacza nie byłoby szans na kluski. Dodałam proszek do pieczenia i upiekłam zatem całą masę. Wyszło ok 5 porcji. A smak podobny do smażonego na suchej patelni skyrnika.




Skład: skyr waniliowy Alpro (200 g), twaróg wegański migdałowy Millek (200 g), budyń waniliowy bezglutenowy w proszku (40 g), 2 jajka, 1 łyżka erytrytolu, 1 łyżeczka proszku do pieczenia.

Kaloryczność na porcje: ok. 180–185 kcal

Białko: 7–8 g

Tłuszcz: 6–7 g

Węglowodany: 13–14 g

Błonnik: ok. 1 g

Cukry: niskie


0

wtorek, 12 sierpnia 2025





Pyzy, kartacze, cepeliny.. lubicie? Jak je nazywacie?

U mnie w domu po prostu: pyzy z mięsem. Najlepsze robi mój Tata, wcześniej Babcia.

Gdy dostaliśmy cynk, że będą pyzy, rzucaliśmy wszystko i jechaliśmy do Rodziców czy Dziadków.


Przepis jest prosty: pół na pół: 🥔 ziemniaki ugotowane i surowe starte na tarce i odciśnięte przez sito lub ściereczkę. Ważne, żeby nie wylewać skrobii, która opadła na dno miski po wyciskaniu- warto ją dodać do masy. 

🥩 a w środku surowe mięso wołowo-wieprzowe, starta lub drobno pokrojona cebulka, masło, sól i pieprz. Lubię też dodać wyciśnięty czosnek.

🧅na okrasę może być słonina, ale ja robię najczęściej karmelizowaną cebulę.

Te zrobiłam w wersji fusion de lux dino wajlanów, bo z polędwicą wołową. A szalotkę skarmelizowałam z tradycyjnym octem balsamicznym 👌🏻 


💡Protip: ziemniaki można też zetrzeć w sokowirówce. A z Thermomixa się nie nadają- struktura nie jest ok i się rowalają w gotowaniu- testowałam.


🇵🇱🇱🇹🇧🇾I zanim ktoś się zacznie sprzeczać, że to danie litewskie, to potwierdzam- ale też polskie i białoruskie. Przecież może być zarówno to jak i to. Tak jak pierogi. 🥟

A świetne cepelinai zjadłam na Litwie w Druskiennikach, ale też na Podlasiu. Ale te domowe, niezależnie od wersji, są dla mnie zawsze najlepsze! 💕




0

Łączna liczba wyświetleń