Follow by Email/Obserwuj przez Email

wtorek, 3 marca 2015

Post lekko-blogersko-samobójczy ;)

Wracam. Nie wiem, czy na dłużej, czy na chwilę. Wiem, że blog Cytryna&Co już lekko się zakurzył, myślę nawet, że nikt tutaj już nie zagląda... Czas na reaktywację i mały update.


Zacznę od Marty (Oshi), bo u niej ciekawiej :)
Otóż kilka miesięcy temu wyprowadziła się z Całą Ferajną w składzie 5 na Kanary, do Las Palmas de Gran Canaria i jest obecnie Królową Karnawału ;)  Obiecała, że niedługo podzieli się jakimiś przepisami. My byliśmy, sprawdzaliśmy i nawet razem pogotowaliśmy, więc niedługo dodamy post ze wspólnymi przemyśleniami kulinarnymi na temat tego, jak strasznie trudno jest ugotować coś dobrego na Kanarah ;)


Cytryna - czyli ja, realizuję się w swojej codziennej pracy jako tzw. "PRówka" tudzież z angielska "PR Lady" i spec od komunikacji marketingowej (www. agencja-infinity.pl) a także w sferze ADR (jako współinicjator Międzynarodowego Centrum Mediacji - www.mcm.org.pl) i jeśli chodzi o gotowanie, z braku czasu, przyznaję się bez bicia - lekko się zbiesiłam. Nawet ostatnio przyjęłam reklamację od Chłopaków pt. "pogotowałabyś coś ze starych przepisów z bloga..." (oczy Kota ze Shreka i lekkie westchnienia - krótko rzecz ujmując - okropna męska manipulacja ;)).  I to sprawiło, że podczas jednego z nocnych "myślotoków" - jak mówi moja druga nieślubna siostra (obok Oshi) Tęcza, kiedy człowiek patrzy tępo w sufit, ciało chce już usnąć, ale myśli przesuwają się jak obrazki w dziwacznym filmie, postanowiłam, że czas wrócić do bloga.

A w tak zwanym "międzyczasie", pakując szorty i bikini w odwiedziny do Marty, wymyśliłam również serię szybkich dań dla Loczka, który z powodu sesji został w domu. A ja - Zła Macocha, nie chcąc go zostawiać na chińskich zupkach, zrobiłam mu prowiant składający się z zamrożonych gotowców. I jest to materiał na kolejny post. I "zamrożone gotowce" stały się również dla nas często kołem ratunkowym, kiedy nikt nie ma wiele czasu ani chęci, żeby stać przy garach.

A dlaczego jest to post z marketingowego punktu widzenia nieco samobójczy? Otóż... W związku z powyższym, nie jestem/ani nie jesteśmy typowymi blogerkami, którym zależy na publicity. Wszystko dzieje się raczej z przypadku. Z resztą blog zakładałam po to, żeby przepisy Babci, Mamy, Taty, Teściowej zostały gdzieś zapisane i uwiecznione.

Dlatego: Uprzejmie proszę osoby zajmujące się naborem do wszelakich programów kulinarnych, agencje reklamowe zajmujące się współpracą z blogerami o kompletne ignorowanie tego bloga i jego autorek i informuję, że nie jesteśmy zainteresowane ani udziałem w programach ani otrzymywaniem paczek z produktami do wypróbowania.

Jeżeli jakieś medium ma ochotę wykorzystać przepis z tej strony - zapraszamy do kontaktu i do podawania źródła oraz autora. Liczymy, że otrzymamy materiały do autoryzacji - jak to się dzieje w normalnym świecie.

Naszych zapewne nielicznych już, Czytelników pozdrawiamy i obiecujemy, że jeśli czas pozwoli, będziemy tu częściej zaglądać i dzielić się naszymi kulinarnymi wyczynami i przepisami!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za komentarz! Wszystkiego smacznego! :) Cytryna&Co.

Łączna liczba wyświetleń