Follow by Email

poniedziałek, 18 marca 2013

POST WSPOMNIENIOWY

Postanowiłam uzupełnić informacje "o mnie" i tak się rozpisałam, że nie starczyło znaków.
Są to cenne dla mnie wspomnienia i nie chcę ich usuwać, dlatego uprzedzam, żeby Was nie zanudzać :)


***

Byłam kiedyś małym niejadkiem, w co trudno teraz na mnie patrząc uwierzyć. Pamiętam jak chowałam się pod stołem, żeby nie zjeść duszonej marchewki i jak błagałam Rodziców, żeby mnie wypisali z przerwy śniadaniowej w podstawówce zwanej "Mleko". Ciocia opowiada też rodzinną anegdotkę o tym, jak ambitnie zgłosiłam się, że zjem serek homogenizowany z jej dziećmi i jak w końcu po jakiś 15 minutach męczarni, widząc moją minę, powiedziała, że nie muszę go wcale zjadać, jeśli nie mogę.

Pomimo kilku traum, takich jak zupy mleczne, większość moich wspomnień dotyczy jedzenia.
Z ciepłem w okolicy serca wspominam moją Mamę smażącą faworki, robiącą dla nas - niejadków ośmiorniczki z parówek i wiosenne kanapki z wyczekanym, pierwszym, szklarniowym pomidorem; kluseczki z twarożku z masłem i cukrem; zupę z zacierkami i biszkoptową roladę z domową konfiturą. Słynne już pączki Babci Ireny - wymagające ogromnego nakładu pracy, które wspominają ze zgrozą moja Ciocia i Siostra, uczty, na których królowały pasztety, faszerowane kurczaki, domowe marynaty, sznycle cielęce parowane z masłem, pyzy z mięsem i "kluski żelazne" dla Dziadka Karola. Dziadka wychylającego się przez lufcik podającego mi kubeczek ze świeżo ugotowanym bobem albo sokiem z marchewki i jabłka "żebyś miała ładną cerę", zawsze noszącego pudrowe miętówki w wewnętrznej kieszeni marynarki. Wykradałam też z barku cukierki miodowe i groszki mleczne. Z Babcią Ireną Mamą Taty robiłam pierwsze torty - przez długi czas hitem sezonu był tort truskawkowy z ciężką maślaną masą, ale na ważne okazje Babcia szykowała swoje klasyki - tort orzechowy lub makowy.
Babcia Wala Mama Mamy robiła pyszne zupy i rewelacyjnego murzynka, którego teraz zajadam u swojej Teściowej. Dziadek Stefan robił do niego gorącą i słodką herbatę i rysował nam zwierzątka. Mój Tata zawsze robił najlepszą na świecie jajecznicę - idealnie ściętą, nie za mocno, nie za słabo, wspaniałe jajka na miękko i sadzone. W niedziele na śniadanie jedliśmy też duszoną cebulę - Tata i ja z jajkami, Mama z Bratem bez. Tata też potrafi zrobić idealnie doprawione ozorki, flaki i pyzy. Siostra potrafi świetnie eksperymentować w kuchni i zawsze mnie czymś zaskoczy, do tego podaje wszystko w przepiękny sposób, w jaki ja nie potrafię a Brat od dziecka robi najlepsze na świecie ciasto do pizzy z przepisu z "Teleranka".

Pamiętam wyjazdy na wakacje, na które się brało zawekowane mięso i prowiant na drogę z nieodzownym mielonym i jajkiem na twardo. I wypady nad rzekę z Rodzicami i biwak na Mazurach, podczas którego po raz pierwszy spróbowałam jak smakują raki - "jak rybna guma do żucia".
Byłam chyba jedynym dzieckiem w tamtych czasach, które za szpinak oddałoby wszystkie swoje zabawki.

Z wyjazdów z Ukochanym wspominam karaibski ketchup bananowy, gnocchi nad Gardą, zupę rybną "u Cywila" w Niechorzu i okropne gazpacho w Kadyksie i niesamowitą doradę z pieca, którą sobie robiliśmy sami. Przy nim i Loczku rozwinęłam kulinarnie skrzydła, to on prosił mnie o zapisywanie lepszych przepisów i dzielnie znosił eksperymenty i porażki.

Mogę nie pamiętać autora książki, którą przeczytałam, zapomnieć o czym był film, który oglądałam w zeszłym tygodniu, ale pamiętam zawsze co, gdzie i z kim jadłam. Kolekcjonuję te wspomnienia jak zdjęcia w albumie.

Zaczęłam pisać bloga, żeby nie stracić przepisów Babci, Mamy, Teściowej i z czasem pojawiających się a trudnych do zrekonstruowania - własnych. Dołączyła się do mnie Marta, z którą uwielbiamy jeść, gotować, śmiać się, wymieniać uwagami i pielęgnować wspomnienia wspaniałych posiłków.



2 komentarze:

Dzięki za komentarz! Wszystkiego smacznego! :) Cytryna&Co.

Łączna liczba wyświetleń