Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2025

To jest chyba jedna z najprostszych przekąsek ever ;)

Potrzebujemy papryczki, sól, oliwę i patelnię.

Papryczki dosyć mocno trzeba przypiec na patelni z oliwą i na koniec posolić :)



0

Dziś zrobiłam  na kolację sznycelki cielęce z ziołami i boczniakami królewskimi.

Składniki:

  • Sznycle cielęce ok. 400 gramów 
  • Boczniaki królewskie kilka sztuk
  • 2 ząbki czosnku 
  • Garść świeżych ziół: szałwia, rozmaryn, tymianek
  • Oliwa
  • Masło
  • Sól (u mnie wędzona maldron) i pieprz
  • Sok z cytryny (łyżka)
  • Jajko
  • Mąka ziemniaczana 

🍴Na chluście oliwy i łyżce masła podsmażyłam: czosnek, tymianek, rozmaryn i szałwię, plastry boczniaków. Posoliłam węszoną solą maldon. Zdjęłam z patelni.

🍴 cielęcinę rozbiłam na cienkie kotlety, dodałam sól (tym razem sale dolce di Cervia), pieprz, oprószyłam mąką ziemniaczaną i obtoczyłam w jajku.

🍴usmażyć na patelni po grzybach, na koniec dodałam grzyby, zioła i czosnek, skropiłam cytryną i już :) 





#sztos #przepis #glutenfree #dinner #maldon #saledolcedicervia #veal 

0

niedziela, 1 września 2024

Bardzo lubię mieć w lodówce domowej roboty smalczyk. I żeby nie było nudno, wymyślam sobie nowe smaki. Ten z kurkami jest fantastyczny zarówno do pajdy żytniego chleba, jak i jajecznicy czy sadzonych.




Składniki:
  • 125 g kurek- standardowa paczka
  • 200 g wędzonego boczku (może być parzony lub surowy)
  • 300 g słoniny
  • sól - pół łyżeczki
  • gałązka rozmarynu
  • garść zielonego pieprzu (jeśli lubisz- ja tak)
  • 2 duże ząbki czosnku w łupinie
  • średnia cebula
Pokrój słoninę w drobną kostkę i na średnim ogniu pozwól jej się wytopić. Dodaj rozmaryn i czosnek oraz pokrojony boczek. Uważaj, żeby się nie przypalił. Gdy boczek się zarumieni, dodaj pokrojone kurki, cebulę, sól i pieprz. Smaż około 7-10 minut, mieszaj do czasu do czasu. Wyjmij czosnek i jeśli jest już miękki- wyciśnij go z łupinki do smalcu. Pomieszaj i gotowe :) 


Metoda na mycie kurek: opłucz lekko kurki, wrzuć do miski, dodaj dużą garść soli i zalej wrzątkiem, pomieszaj i poczekaj aż kurki wypłyną. Wyjmuj je na durszlak i ponownie opłucz w zimnej wodzie.

0

piątek, 7 kwietnia 2023

Czy jeśli napiszę, że chodziły za mną pory, dziwnie to zabrzmi ;)? Chodziły i wychodziły. Być może to jakiś algorytm, Google i inne takie już czytają mi w myślach, ale wszędzie widziałam pory. I nie wyglądały wcale jak smutne zwiędlaki pływające w rosole. Internet narobił mi smaku. A na dodatek inspiracje były totalnie legalne, bo keto i lowcarbowe.

Ponieważ to był spontan, zacznę od przepisu, a później podam składniki.

Do naczynia żaroodpornego włożyłam pokrojone na kawałki pory- około 4-5 szt. - jasne części.

Chlusnęłam białym winem, które mi nie smakowało, więc zostawiłam do podlewania.

Dodałam solidny kawałek masła, sól i pieprz.

Wstawiłam do piekarnika i upiekłam w około 200 stopniach przez jakieś 20 minut. Trzeba piec aż zmiękną, ale żeby się nie przypaliły (trochę nie zaszkodzi).

Wrzuciłam do miksera, dodałam szklankę rosołku (u mnie taki modny ostatnio na kościach w stylu Goop;), ale może być dowolny.

Jeszcze łychę masła. I siup - zmiksowałam.

Żeby coś się zadziało podałam z upieczonym plastrem bekonu i posypałam Manchego.

Można alternatywnie dodać pestki, orzechy, oliwę albo grzanki.

A jeśli ktoś lubi takie miksy, na bank dobre będzie z odrobiną śmietany lub kremowym serkiem. 


Składniki:

- 4 pory (roku)

- dwie łyżki masła

-chlust białego wina

- szklanka- półtorej rosołu

- sól i pieprz


0

niedziela, 16 października 2022







Jestem totalną jesieniarą i kocham polską, złotą jesień, zapach ziół z ogrodu, kolory, a przede wszystkim spacery po lesie i grzybobranie! Sformuowanie „emocje jak na grzybobraniu” ma dla mnie dosłowne znaczenie.  Serio mam totalny excitement, jaram się, a po zamknięciu oczu w nocy widzę grzyby i czasem nie mogę usnąć. No freak po prostu. I tak jak nie zazdroszczę nikomu niczego, tak te koszyki pełne grzybów bym wyrwała i uciekła do… lasu 😀 A zdjęcia w social mediach ogromnych borowików sprawiają, że zielenieję 😉 Szczególnie, kiedy sama nie mam możliwości pójścia na grzyby.



Dziś byliśmy na spacerze w lesie i nazbieraliśmy całkiem sporo podgrzybków. Szczerze mówiąc nie zbieram innych grzybów, bo się trochę boję. No, może prawdziwka, ale w naszych wieleńskich lasach o niego trudno.




Chyba na fali tak dobrych wrażeń, zrobiłam jedną z najlepszych kolacji w tym roku. Po prostu sztos i palce lizać.

A na dodatek zajęło mi to pół godziny, no może 45 min z obieraniem ziemniaków i sałatką z rukolą i figami.

Zatem do rzeczy.



Składniki (dla dwóch, trzech osób):

  • Niewielka polędwiczka wieprzowa
  • 8-10 plastrów boczku surowego wędzonego
  • Łyżka zielonego pieprzu - zmiażdżonego
  • Sól
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 gałązki rozmarynu
  • Opcjonalnie gałązka szałwii
  • Chlust białego wytrawnego wina
  • 3 łyżki masła klarowanego
  • Łyżka lub kawałek masła zwykłego
  • Kapelusze prawdziwków - u mnie duże 3 szt. (bo miałam podsmażone grzyby z wczoraj)
  • Duża patelnia

  1. Polędwiczki pokrój w kawałki szerokości plastra boczku. 
  2. Posól je i obtocz w zielonym pieprzu.
  3. Każdy na środku dziabnij nożykiem i zapakuj tam 1/4 ząbka czosnku oraz kawałek gałązki rozmarynu.
  4. Każdy kawałek zawiń ścisło w plaster boczku.
  5. Pozostały czosnek posiekaj.
  6. Na patelni rozgrzej masło klarowane i wrzuć gałązkę szałwii (lub liście).
  7. Upraż na chipsy, zdejmij z patelni i posól.
  8. Na patelnię połóż polędwiczki i obsmaż z każdej strony.
  9. Dodaj kapelusze i smaż z każdej strony.
  10. Dodaj posiekany czosnek.
  11. Chluśnij winem i podkręć temperaturę.
  12. Dodaj łychę masła (masła nigdy za dużo) i zredukuj.



To jest tak dobre, że musiałam sobie zapisać. Poczuliśmy się jak w najlepszej restauracji. A kapelusze prawdziwków nasączone tym sosem z masła, czosnku, mięsa i wina… mmmrrr.. coś wspaniałego.

Aż zamroziłam kilkadziesiąt obgotowanych sztuk z dzisiejszego grzybobrania z myślą, że zrobię je w ten sposób w Święta. Ciekawe, czy mrożone będą smaczne.



0

niedziela, 28 marca 2021


W Wielkopolsce, gdzie spędzam dużo czasu, a może nawet już mieszkam :), kiełbasa w słoiku jest bardzo popularna. Mam swoich ulubionych lokalnych producentów, ale bardzo chciałam zrobić ją sama - wtedy wiem, co jem i co jest w środku.

Z pomocą przyszedł mój Tata, który wędliny robi najlepsze na świecie. 

Oto jego przepis:

  • 1 kg mięsa wieprzowego z łopatki (może być też szynka lub karkówka) - możecie zrobić więcej 
  • na 1 kg mięsa 15-20 g słoniny (20, jeśli mięso jest chude)
  • na 1 kg mięsa 15g soli peklowej, czyli razem ze słoniną ok 17g
  • pół szklanki wody - im więcej, tym więcej będzie galaretki
  • pieprz
  • 1 mały zmiażdżony ząbek czosnku
Mięso i słonina powinny być zmielone na grubych oczkach. Mieszamy wszystkie składniki dokładnie, aż mięso będzie kleiste. Przekładamy do słoików. 
1 pasteryzacja ok 1,5 godziny. Kolejne dwie (ja zostawiłam na noc do wystygnięcia) po 15 min.

Dwa słoiki zrobiłam ze zmielonym wędzonym surowym boczkiem i majerankiem plus masa podstawowa. 







0

niedziela, 8 marca 2020

Sałatka, jakiej dawno u nas nie było. Na szczęście pomidory są z dnia na dzień coraz bardziej jadalne, więc dziś na brunch odbyła się premiera tego sezonu :) Najlepsza jest z letnich pomidorów malinowych.
Składniki można dowolnie modyfikować np. zrobić wersję wegetariańską, dodać ser np. feta, grzanki, ja lubię ją z odrobiną majonezu (mój Mąż nie).
Bazą do tej sałatki jest przepis mojego Wujka Andrzeja, który zawiera: pomidory, fetę, jajka, bazylię, majonez, oliwę z czosnkiem. I jest przepyszna. Ale my unikamy produktów mlecznych.



Składniki dzisiejszej sałatki dla dwóch osób:

  • 3 małe jajka na twardo (lub dwa duże)
  • 2 średnie pomidory malinowe (lub 1 duży)
  • 1 średnie awokado
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • ząbek czosnku
  • garść liści bazylii
  • sól i pieprz
  • opcjonalnie: prażone pestki, smażony boczek, grzanki, majonez
Na półmisku układamy pokrojone w plastry pomidora, na nie plasterki awokado, skrapiamy oliwą z wyciśniętym ząbkiem czosnku, solimy, pieprzymy.
Na wierz na tarce o grubych oczkach trzemy jajka na twardo.
Posypujemy je bazylią, boczkiem, pestkami.

0

czwartek, 6 lutego 2020

Mój Mąż zamiast czekoladek kupuje mi „śmierdzącą rybę” a ja jestem zachwycona 😂
Uwielbiam bottargę i nie zamieniłabym jej na żadne czekoladki.
I jest zwykle tylko moja, bo w domu nie ma innych amatorów. 
Bottarga di muggine, czyli suszona ikra cefala, to tradycyjny sardyński przysmak. 
Można ją kupić w sklepach w włoskimi produktami również w Polsce. W smaku przypomina trochę kawior, ale ze ma zupełnie inną konsystencję. Osobiście wolę smak bottargi niż kawioru. 
Doskonale sprawdza się jako dodatek do potraw (dobrze łączy z masłem, białym winem, makaronem). Lubię ją też samą lub w towarzystwie orzeźwiającego selera naciowego.


Składniki:
  • 4 łodyżki selera naciowego
  • Bottarga - cieniutkie plasterki - wedle uznania
  • Sok z cytryny lub limonki (dodałam też odrobinę skorki)
  • Sól
  • Pieprz
  • Chlust oliwy z oliwek
Selera pokrój  w cienkie plastry, skrop  sokiem z cytryny lub limonki, dodaj oliwę,  sól i pieprz - pomieszaj. Posyp pokrojoną lub startą bottargą. 
Ja dodałam też dla podbicia świeżego odczucia odrobinę skórki z cytryny. 



0

środa, 24 kwietnia 2019

Recenzja diety pudełkowej warzywno-owocowej i kilka słów na temat diety Dr Dąbrowskiej oraz diety ketogenicznej.

 Zapytałam Was na fanpage Cytryna&Co na Facebooku, czy mam napisać recenzję. Większość odpowiedziała, że tak. Oto i ona. 😊

Po Wielkiejnocy🐥🐣🐇 motywacja, żeby rozpocząć dietę zapewne jest większa niż zwykle 💪👌👍 Liczę, że moje doświadczenia będą dla Was przydatne.

Po raz pierwszy skorzystałam z cateringu dietetycznego. 🍱


Dlaczego post Dr Dąbrowskiej?

Mam Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Odkryłam, że posty, okna żywieniowe (intermittent fasting), jedzenie odpowiednich produktów i wykluczenie z diety innych, bardzo mi służy. A wierzcie mi przez ostatnie dziesięć lat próbowałam wielu różnych rozwiązań.
Pomaga mi też zrzucić zbędne kilogramy, lepiej się poczuć, naładować baterię. I jeśli tego nie schrzanię 😂, to w efekcie naprawdę dobrze funkcjonuję 😎😉

Stąd od kilku lat raz lub dwa razy do roku w ramach wiosennego (i jesiennego) detoksu robię dietę warzywno-owocową lub inaczej dietę Dr Dąbrowskiej. Czytałam książki Dr Ewy Dąbrowskiej, jestem w kilku grupach tematycznych na facebooku, śledzę nowinki, kupiłam też dwie książki dotyczące nowej metody wychodzenia z postu.

Najdłuższy post, jaki robiłam trwał 30 dni, najkrótszy był teraz, przez 7 dni.
Warto nadmienić, że efekt leczniczy postu zaczyna się dopiero po 2 tygodniach. Tym razem jednak mój plan był nieco inny, ale o tym dalej...

Jeśli jesteście zainteresowani dietą Dr Dąbrowskiej, polecam Wam zapoznanie się z następującymi książkami:

- Ciało i ducha ratować jedzeniem Dr Ewy Dąbrowskiej;
- Przywracać zdrowie żywieniem Dr Ewy Dąbrowskiej;
- Pakiet trzech książek Dieta warzywno-owocowa Dr Ewy Dąbrowskiej Beaty Dąbrowskiej i Pauliny Borkowskiej lub pojedyncze książki - według Waszej potrzeby.

A jeśli macie tak jak ja Hashimoto, inną chorobę autoimmunologiczną, to warto też przejrzeć następujące pozycje:
- Dieta Smart Food Eliany Liotta
- I Ty możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne Dr Amy Myers
- Zapalenie tarczycy Hashimoto, Izebelli Wentz

- oraz zapisanie się do jednej z grup na facebooku, gdzie członkowie nawzajem się motywują i inspirują  - to bardzo pomaga, ponieważ post nie jest łatwy i nie jest też dla każdego. W wielu przypadkach wymaga konsultacji z lekarzem lub przeprowadzania go całkowicie pod okiem lekarza. Dlatego  pamiętajcie, nie można na ślepo podążać za modą. Na pierwszym miejscu zawsze stawiajmy swoje zdrowie. 

Podsumowując:
1. post można przeprowadzić samemu;
2. korzystając z cateringu dietetycznego;
3. lub istnieje trzeci sposób, z którego korzystało kilkoro znajomych. A mianowicie wyjazd na turnus z dietą Dr Dąbrowskiej. Na jej stronie znajduje się lista rekomendowanych ośrodków. Jednak ten wariant wymaga czasu (urlop) oraz większego nakładu finansowego. 

Wracając do moich doświadczeń. Poprzedni post robiłam w październiku i bardzo spodobało mi się wyjście nową metodą polegające na prowadzeniu organizmu w stan ketozy. Dieta ketogeniczna bardzo mnie zainteresowała i żeby się więcej dowiedzieć, obecnie robię kurs keto coacha, dużo czytam i zgłębiam temat.

Taki był cel postu, który przeprowadziłam z pomocą cateringu dietetycznego. Obecnie jestem na diecie ketogenicznej. Być może napiszę na ten temat coś więcej, gdy skończę kurs.

Dlaczego dieta pudełkowa?

Tej wiosny nie mogłam zebrać się do tego, żeby sama zacząć post. Odkładałam to z tygodnia na tydzień, aż wreszcie postanowiłam przechytrzyć samą siebie i po prostu kupiłam dietę na Grouponie. W skrócie: zapłacone -zjedzone 😉
Moim celem tym razem nie był długi post, ponieważ zostało mało czasu do Wielkanocy.
Potraktowałam go jako narzędzie, które miało ułatwić mi wprowadzenie organizmu w stan ketozy. I to się udało. 

Wybrałam dietę z oferty Cateringu Akuku. Z góry zaznaczam, że nie jest to wpis sponsorowany. O moim wyborze zadecydowała cena oraz fakt, że kiedyś podczas remontu kuchni, zamówiłam u nich dzień próbny i byłam zadowolona. Obecnie wiele firm w Warszawie i zapewne innych miastach posiada w ofercie dietę owocowo-warzywną. Kilku moich znajomych korzysta z różnych firm i chwalą sobie ich usługi np. mój przyjaciel korzystał z Macrobibar, a kumpela z Przełom w odżywianiu.

Dodatkowo, znalazłam Groupon, więc cena w porównaniu z innymi firmami była dobra. 
Za Groupon na 5 dni zapłaciłam 249 zł a za dodatkowy dzień 58 zł. 
Ponieważ nie udało mi się zamówić diety na poniedziałek (zamówienia przed weekendem są przyjmowane do godz. 13 w piątek), jeden dzień postu zrobiłam sama.


Menu, dostawa, obsługa.  Jak oceniam? Jakie są moje ogólne wrażenia?

Codziennie pod wskazany adres o wybranej godzinie dostarczana jest torba z pojemnikami z jedzeniem na cały dzień. W weekend, w sobotę dostarczone zostały dwie torby na dwa dni. Moim zdaniem trzymanie sałatki z rukolą dłużej niż 24 godziny w lodówce, nie wpływa dobrze na jej walory i wartości odżywcze.

Obsługa w Akuku jest bardzo miła. Pytają w trakcie diety, czy ma się jakieś uwagi. Jest z nimi dobra i sprawna komunikacja. Do godziny 13 poprzedniego dnia można zmienić adres dostawy.

Poniżej wklejam moje menu, jest ono dostępne również na stronie internetowej.
Przy tego typu diecie, gdzie nie ma tłuszczu, jest ograniczona ilość składników, poszaleć kulinarnie nie można. Można jednak wyczarować jadalne i względnie smaczne posiłki. Kilka rzeczy mnie mile zaskoczyło, co do innych miałam uwagi.

Jedzenie było dobrej jakości, urozmaicone, były dania, których samej nie chciałoby mi się robić np. faszerowana papryka, cukinia czy kotlety z kalafiora i kiszonej kapusty.

Posiłki były urozmaicone. Dla mnie absolutnym mistrzem był ich zakwas buraczany, który nie wiadomo dlaczego nie znalazł się w torbie weekendowej 😕 W pieczonych jabłkach nie było też malin, mimo że w menu zostały one wymienione. A wierzcie mi, po kilku dniach postu taka malina to prawdziwy rarytas 😉

Koktajle na drugie śniadanie były przepyszne, na piątkę z plusem!
Sałatki np. z jabłkiem i granatem  również bardzo mi smakowały.

Niektóre dania były słabo doprawione, musiałam sama je doprawiać. Zakładam, że jeśli ktoś zamawia catering do biura, nie zawsze ma możliwość, żeby doprawić jedzenie po swojemu.

Niektóre porcje były dla mnie za duże np. wielki pojemnik kapusty na śniadanie, którą jadłam w rezultacie przez pół dnia. Gdyby była połowa tej porcji plus zwyczajna sałata z pomidorem, ogórek kiszony, czy inna mniejsza porcja czegoś innego, nawet pokrojonych surowych warzyw -  byłoby to lepsze rozwiązanie dla mnie.

Warzywa mogłyby być bardziej al dente. Nie lubię rozgotowanych, a bez tłuszczu i przypraw niestety jeszcze trudniej je zjeść. Na brukselce niestety poległam. Wylądowała w koszu.

Bardzo brakowało mi ziół. Nie mówię o droższych ziołach, ale choćby natce z pietruszki, koperku czy szczypiorku. Na diecie Dąbrowskiej można urozmaicać dania czarną solą np. robiąc jajecznicę z kalafiora, można też używać octu jabłkowego, soku z cytryny. Dodawałam je sama.

Na podwieczorek zawsze była zupa krem, co wydawało mi się nieco monotonne. Niektóre zupy były OK (pomidorowa, krem z buraka i dyniowo-paprykowa), inne mi niezbyt smakowały.

Gdy sama robiłam post, zupy ratowały mi życie np. bulion warzywny z warzywnym "makaronem", krem z kalafiora, szpinaku,  jabłek i buraka, dyni, papryki i pomidora, pomidorowa z ryżem z kalafiora i bazylią,  czy gazpacho. Tutaj trochę zabrakło mi inwencji kucharza.

Moja ogólna wątpliwość do diet pudełkowych to stosowanie plastikowych pojemników, które zakładam, że dużo osób wkłada do mikrofali. Sama nie mam i nie będę miała kuchenki mikrofalowej.
Być może firmy cateringowe powinny rozważyć szklane pojemniki albo słoiki za kaucją, które można następnego dnia zwracać? Byłoby to na pewno bardziej ekologiczne i zdrowsze rozwiązanie.



Podsumowanie

W skali 1-5 dietę warzywno-owocową w Akuku oceniam na 4/4-

Ogromny plus za koktajle i zakwas buraczany. Dobre sałatki i faszerowane warzywa.
Uważam, że warzywa powinny być al dente, więcej świeżych warzyw i ziół, trochę bardziej urozmaicone śniadania, zupy kremy - do dopracowania.


Czy skorzystam ponownie z diety pudełkowej? Myślę, że tak, ale raczej nie długoterminowo, a na tzw. "przypominajki" jednodniowego postu lub w innej sytuacji.

Czy polecam catering dietetyczny? Raczej tak. Choć jest to kwestia indywidualna. Sama lubię gotować, więc po tygodniu czułam się nieco "zdominowana" narzuconym menu.

Poza tym często też przebywam poza biurem, co w przypadku tej diety jest zarówno plusem i minusem. Nie wszędzie można podgrzać posiłek, ale można zamienić ich kolejność i zabrać ze sobą pudełko czy koktajl - ja tak robiłam.

Dla innych, którzy nie spędzają dużo czasu w kuchni, taka możliwość jest zbawienna i wygodna.
Wydaje mi się, że dieta pudełkowa może być dobrym rozwiązaniem np. dla pracowników biurowych oraz osób, które nie mogą same zmotywować się do rozpoczęcia diety, nie mają czasu ani ochoty gotować w domu lub np. mają remont kuchni 😉

W ofertach cateringów jest też możliwość konsultacji z dietetykiem i warto z tego skorzystać.











0

sobota, 20 kwietnia 2019

Z utęsknieniem czekając na wizytę w Niechorzu u Cywila i jego wybitne carpaccio z albacory, wymyśliliśmy sobie to oto danie :)


Składniki:

  • garść rukoli
  • cienkie plastry awokado
  • cieniutkie zrobione obieraczką plastry ogórka
  • plastry świeżego tuńczyka
  • posiekany por
  • kolendra
  • pieprz świeżo mielony
  • sok z limonki
  • sos tamari
  • sos sriracha (jeśli ma być pikantne - u nas było)
  • oliwa z oliwek/olej sezamowy



0

piątek, 19 kwietnia 2019

Jestem coraz bardziej zachwycona dietą ketogeniczną. Zbędnych kilogramów ubywa. Trzymajcie kciuki, bo cel jest taki, żeby wrócić wreszcie do wagi sprzed Hashi. Oby się udało :)
I jak ja dobrze jem! Same pyszności. Żeby nie było mi smutno w Wielkanoc, bo choć za ciastami nie przepadam, to coś jednak do świątecznej kawki by się przekąsiło. Na szczęście na diecie ketogenicznej istnieje coś tak cudownego jak "fat bombs" czyli bomby tłuszczowe, które pomagają delikwentom takim jak ja spożywać odpowiednią, zaplanowaną ilość tłuszczu.
Robiłam już kuleczki z maseł orzechowych, które są bardzo smaczne. Teraz chciałam coś, co będzie przypominało ciastko, lecz ciastkiem nie jest, bo składa się prawie w całości z kokosa i gorzkiej czekolady.


Składniki na 12 sztuk:
  • 400 g wiórków kokosowych
  • 1 gorzka czekolada 85% - 100g  (u mnie Lindt Excellence Mild 95%) 
  • 2-3 łyżki kakako
  • 2 łyżeczki stewii (lub do smaku)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • pół łyżeczki cynamonu
  • 250 ml mleka kokosowego (u mnie Real Thai)
  • łyżka oleju kokosowego extra virgin
1. Rozpuszczamy czekoladę z łyżką oleju kokosowego.
2. Wlewamy do foremek, wstawiamy do lodówki.
3. Masło kokosowe: miksujemy wiórki na wysokich obrotach do momentu aż zaczną wypuszczać tłuszcz, a masa będzie miałka. Dodajemy do smaku dwie łyżeczki stewii, ekstrakt waniliowy i mikusujemy chwilę. (Takie masło można sobie zostawić w słoiku na przyszłość ;))
2. Dzielimy masło kokosowe na pół
3. Do białej masy dodajemy mleko kokosowe. Miksujemy.
4. Do ciemnej dodajemy kakao i cynamon. Miksujemy.

Na schłodzoną czekoladę przekładamy kakaowe masło kokosowe. Gdy zastygnie dodajemy masę białą. Trzymamy w lodówce przez wiele dni.

Bomby tłuszczowe mają to do siebie, że nie da się ich zjeść dużo, a mogą zastąpić nawet posiłek. Są bardzo sycące. I SMACZNE :D






Źródło: CarbManager




1

wtorek, 16 kwietnia 2019

Na FB i Insta wrzucałam przez ostatni tydzień wpisy dotyczące diety pudełkowej warzywno-owocowej. Dajcie znać, czy mam napisać recenzję KLIK

Chciałam wypróbować catering dietetyczny i też pomóc sobie wreszcie zacząć, bo choć wcześniej robiłam posty (7- max 30 dni) to w tym roku było mi ciężko się zmotywować.  A że „zapłacone-zjedzone” - nie miałam wyjścia ;)

Tym razem moim celem było również łatwe wejście w ketozę, bo zaczęłam interesować się dietą ketogeniczną jakiś czas temu. Nawet zaczęłam robić kurs e-learningowy na keto coacha. Więc teraz może siłą rzeczy pojawić się trochę keto-przepisów. Ale mój Mąż i Przyjaciele nie są na doecie, więc będzie na pewno też coś węglowodanowego :)

Na keto nie je się tradycyjnego chleba, a jednak fajnie jest chrupnąć od czasu do czasu jakiś wysokobłonnikowy zamiennik. Kupiłam sobie pyszne krakersy z siemienia lnianego w Pyszneeko i postanowiłam zrobić swoją domową wersję, która jest banalnie prosta i bardzo mi smakuje.


Składniki:

  • filiżanka siemienia lnianego
  • 1/4 filiżanki nasion babki płesznik
  • 1/4 filiżanki pestek z dyni
  • 1/4 filiżanki pestek słonecznika
  • 4 łyżki nasion chia
  • 2 łyżki nasion sezamuh
  • 1 łyżka maku (opcjonalnie)
  • 1 łyżka mieszanki ziół (u mnie mix grecki)
  • 1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej
  • około dwóch filiżanek wrzątku

Składniki suche mieszamy ze sobą. Dolewamy wrzątek i mieszamy aż wszystkie składniki się połączą. Gdy już masa będzie ciastowata i śluzowata, przekładamy na wyłożoną papierem blachę. Przykrywamy drugim arkuszem papieru i wałkujemy. Po rozwałkowaniu ponacinałam „placek” w paski, żeby łatwiej było go połamać. 
Pieczemy około 30-40 minut w 180 stopniach z termoobiegiem. 

Źródło: CarbManager


0

czwartek, 17 stycznia 2019

Chlebek, który jest keto i wegan-przyjazny.
Nie dodawałam do niego jajek, za to dodałam vEGGs, które spokonie można zastąpić większą ilością babki płesznik moim zdaniem lub innym wegańskim zamiennikiem jajka.
Chleb mieszałam w Thermomixie, jednak i tak korzystałam ze zmielonych już orzechów, które zostały mi po świątecznych zakupach.




Składniki:

  • 100 g mielonych orzechów włoskich
  • 100 g mielonych migdałów
  • 50 g mielonych orzechów laskowych
  • 150 g ziaren słonecznika
  • 80 g siemienia lnianego
  • 80 g babki płesznik (lub jajowatej)
  • łyżeczka soli (i dowolne przyprawy, jakie lubicie)
  • 20 g sezamu (opcjonalnie)
  • 20 g maku (opcjonalnie)
  • 20 g nasion chia (opcjonalnie)
  • 8 vEGGs
  • oliwa z oliwek
  • papier do pieczenia

Wymieszałam dokładnie wszystkie składniki, przełożyłam do keksówki wyłożonej papierem i skropionej oliwą i piekłam około godziny w temperaturze 180 stopni.
Lepiej nie kroić go przed ostudzeniem, bo się rozsypuje.
Chleb jest bardzo sycący.

Jeśli chodzi o kalorie i węglowodany netto - dodaję zdjęcie z aplikacji Carb Manager.
Jedna kromka ma bardzo dużo kalorii, ale chyba więcej nie da się zjeść.
Węglowodany: 2,4g na kromkę, więc jak najbardziej keto-friendly.





#veganbread #ketobread #glutenfree #chleb #chlebbezglutenu #domowychleb #veggs
0

Łączna liczba wyświetleń